Tłumaczenia w kontekście hasła "Krytycy muzyczni" z polskiego na angielski od Reverso Context: Wystąpią także osoby, które swojego zawodowego życia nie związały z muzyką, jednak potrafią grać lub śpiewać Chopina - dyplomaci, lekarze, dyrektorzy dużych firm, krytycy muzyczni i aktorzy. Ocena producentów kuchni. Top lista została oparta na opiniach klientów, poziomie popytu na każdą markę i markę. Postępowaliśmy zgodnie z zaleceniami projektantów wnętrz, ekspertów w branży meblarskiej. Zespół expert-pl.desigusxpro.com zwrócił szczególną uwagę na następujące kryteria: Poziom cen, niski, średni, premium Umieszczenie muszli na małżowinie ucha sprawia, że słuchawki nauszne są mniej szczelne, ale też bardziej “przewiewne” i wygodniejsze. W ich przypadku warto zwrócić uwagę na jakość nauszników. Modele te powodują większy nacisk na uszy, powinny być zatem wykonane z miękkich i komfortowych materiałów. Sennheiser HD 25 Light Produkcja muzyczna jest jedną z najbardziej ekscytujących branż we współczesnym świecie.Siła stojąca za muzyką, którą wszyscy znamy i kochamy, produkcja muzyczna jest zróżnicowanym procesem o wielu interesujących aspektach. Od nagrywania do marketingu i nie tylko, jest to siła napędowa, która sprawia, że przemysł muzyczny ożywa. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, co . Szanujemy Państwa prywatnośćJosera Polska sp. z przetwarza dane osobowe gromadzone w Internecie, w tym zbierane dzięki plikom cookie i podobnym technologiom. Dane te gromadzimy aby ulepszać nasz serwis (na podstawie analiz i statystyk dotyczących korzystania przez Państwa z serwisu) oraz dostarczać Państwu nasze reklamy dopasowane do Państwa zainteresowań ( na podstawie tego, co przeglądają Państwo w naszym serwisie) i mierzyć skuteczność zebrane przez niektóre cookies, o korzystaniu przez Państwa z naszego serwisu i o tym, co Państwa w nim zainteresowało, trafiają do naszych partnerów, którzy dostarczają usługi reklamowe, analizy i „AKCEPTUJĘ I PRZECHODZĘ DO SERWISU” wyrażają Państwo zgodę na korzystanie z technologii takich jak cookies i na przetwarzanie przez Josera Polska sp. z danych osobowych zbieranych w Internecie, takich jak adresy IP i identyfikatory plików cookie, w celach marketingowych (w tym do zautomatyzowanego dopasowania reklam do zainteresowań i mierzenia ich skuteczności) i pozostałych, szczegółowo opisanych Ustawieniach zaawansowanych oraz w Polityce jest dobrowolna i w każdej chwili mogą ją Państwo wycofać ze skutkiem na przyszłość, zmieniając ustawienia informacje na temat przetwarzania Państwa danych oraz przysługujących w związku z tym uprawnień znajdują się w Polityce zaawansowaneAkceptuję i przechodzę do serwisuCzym są cookies?Cookies to pliki tekstowe zapisywane w pamięci przeglądarki przez serwisy internetowe. Są one powszechnie używane do obsługi różnych funkcji w serwisach internetowych. Pozwalają np. zapamiętać ustawienia i pozyskiwać różne informacje na temat przeglądarki, urządzenia (np. komputera) i użytkownika (np. śledzenie interakcji z serwisem). Cookies zwykle zawierają unikatowy numer (identyfikator), który pozwala je nie służą nam do zbierania informacji, które bezpośrednio identyfikują konkretną osobę (takich jak imię i nazwisko).Niektóre cookies są konieczne do funkcjonowania naszego serwisu. Inne (np. cookies reklamowe) są opcjonalne, a ich użycie wymaga Państwa długo działają cookies?Każdy plik cookies ma swój okres aktywności, po upływie którego wygasa, chyba że wcześniej go Państwo usuną. Okres aktywności zależy od funkcji danego pliku cookie. Niektóre cookies są aktywne tylko przez czas Państwa wizyty w serwisie, a inne dłużej (np. kilka godzin, dni, miesięcy). Informacje z plików cookie przechowujemy przez 24 zaawansowanePoniżej znajdą Państwo informację o różnych celach, dla których używamy cookies, a także mogą Państwo udzielić i cofnąć zgody. W każdym czasie można zmienić te ustawienia, w tym wycofać zgodę (nie będzie to jednak mieć wpływu na legalność działań podjętych w czasie, gdy zgoda obowiązywała). Mogą też Państwo skorzystać z ustawień przeglądarki (np. blokować lub usuwać cookies) zgodnie z opcjami udostępnionymi przez producenta niezbędneTe cookies są konieczne do prawidłowego działania naszego serwisu. Obsługują one podstawowe funkcje i służą do zapewnienia bezpieczeństwa. Użycie tych cookies nie wymaga Państwa zgody i są one domyślnie zapisywane na Państwa urządzeniu. Są one aktywne przez czas wizyty w serwisie lub nieco dłużej. Te pliki można zablokować za pomocą ustawień przeglądarki, ale w takim przypadku serwis może nie działać analizować, w jaki sposób korzystają Państwo z naszego serwisu. Dzięki temu możemy tworzyć raporty i statystyki, które pomagają nam ulepszać nasz serwis. W tym celu korzystamy z narzędzia Google Analytics, a niektóre informacje zebrane przez cookies trafiają do firmy Google. Pliki cookie zbierają informacje w sposób, który nie pozwala na bezpośrednią identyfikację osób. Okres aktywności tych cookies wynosi do 24 miesiące. Google Analytics to narzędzie dostarczane przez firmę Google LLC z USA. Google przetwarza informacje dla nas na podstawie Państwa zgody. W celach analitycznych stosujemy także narzędzie Yandex Metrica, dostarczane przez Yandex Oy, Moreenikatu 6, 04600 Mantsala, Finlandia. Również Yandex przetwarza informacje dla nas na podstawie Państwa analityczne nie zbierają informacji, które pozwalają na bezpośrednią identyfikację użytkownika. Zbierane informacje dotyczą m in. urządzenia użytkownika, przeglądarki i tego, w jaki sposób użytkownik korzysta z naszego serwisu (np. z jakiej strony odwiedza serwis, które strony przegląda i jak długo, czy już wcześniej był w naszym serwisie).Chcemy dostarczać Państwu nasze reklamy dopasowane do Państwa zainteresowań oraz mierzyć skuteczność naszych reklam. W tym celu my i nasi partnerzy reklamowi używamy różnych cookies. Niektóre z nich śledzą Państwa aktywność w naszym serwisie (np. artykuły, które Państwo przeglądają), gromadzą różne informacje i przekazują je do naszych partnerów reklamowych. Dzięki temu na innych stronach internetowych mogą Państwo zobaczyć nasze reklamy dopasowane do Państwa zainteresowań. Nasi partnerzy reklamowi stosują swoje cookies i wykorzystują je zgodnie z własnymi politykami prywatności (np. żeby dopasować reklamę i wyświetlić ją na obsługiwanych przez tych partnerów stronach). Okres aktywności tych cookies wynosi do 24 reklamowe nie zbierają informacji, które służą do bezpośredniej identyfikacji wszystko i przejdź do serwisu Tak, początek, bo pamiętajmy, że pierwsze komputery osobiste nie mają jeszcze pół szkole uczyliśmy się o rewolucji przemysłowej. Przełom XVIII i XIX w. był czasem rozwoju przemysłu ciężkiego, który zdeterminował życie na Ziemi. Firmy produkujące stal, wydobywające węgiel, budujące drogi były największymi podmiotami na świecie - zarabiały najwięcej, były najwięcej warte. Z tego zrodził się kapitalizm, który wyznaczył cykl i styl życia na na początku XX wieku, nastała era elektryczności, która wyparła maszyny parowe i przyspieszyła rozwój II wojnie światowej pewną rewolucją była ta związaną z wydobyciem ropy. Firmy wydobywające i przetwarzające ropę były najbogatsze, dawały najwięcej pracy, środek biznesowej ciężkości przechylił się z zachodniego kapitalizmu na bliskowschodnie emiraty. Z tego z kolei zrodziła się gospodarka rewolucją przemysłową był tzw. Wiek Komputerów, czyli rewolucja mająca miejsce w latach 70' XX wieku. Teraz powoli wkraczamy w czwartą wielką rewolucję - rewolucję technologiczną i rewolucję zacierania granic między człowiekiem, a maszyną. Spójrzmy tylko. Aktualnie 5 najwyżej wycenianych firm na świecie (pod względem kapitalizacji) to spółki technologiczne: Apple (570,5 mld dol.)Alphabet (560 mld dol.)Microsoft (434 mld dol.)Amazon (365 mld dol.)Facebook (354 mld dol.) 4 z nich w zasadzie niczego nie produkują, a jeśli już, to te produkty mają marginalne znaczenie w ich przychodach. Wszystkie jednak redefiniują współczesny świat. Można powiedzieć, że Alphabet swoją wyszukiwarką internetową, Microsoft swoim oprogramowaniem, Amazon sklepem internetowym, Facebook relacjami społecznymi, a Apple zmienia świat swoimi… jednak tylko uproszczenie. W rzeczywistości te firmy kształtują życie na Ziemi, zmieniają biznesowo-polityczny status-quo, zatrudniają największe umysły świata, napędzają rozwój gospodarek. A to wszystko dopiero początek. Pomyślmy co będzie za kolejnych 50 lat, gdy komputery będą rozwijane od 100 lat, a smartfony (o ile tak wciąż będziemy je nazywać) od 75 lat. Niektórzy twierdzą, że era rewolucji technologicznych to ostatnia era rozwoju ludzkości. Może tak, może nie. Na pewno jednak połowa drugiej dekady XXI w. to historyczny symbolizuje go top 5 najbardziej wartościowych firm świata. Jacy twórcy muzyki filmowej należą do najlepszych na świecie? Oto kompozytorzy, którzy znaleźli się w naszym rankingu. Najlepsi kompozytorzy muzyki filmowej 1. Ennio Morricone Ennio Morricone to jeden z najwybitniejszych kompozytorów w historii kina. Włoski artysta zapisał się w dziejach X Muzy przede wszystkim jako autor muzyki do filmów Sergio Leone, zwłaszcza dzieła „Dawno temu w Ameryce”. Współpracował również między innymi z takimi reżyserami, jak Pierro Paolo Passolini, Brian De Palma czy Quentin Tarantino. W 2007 roku Morricone otrzymał Nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej za całokształt twórczości. 2. Nino Rota Nino Rota, słynny włoski kompozytor, stworzył niezapomniane ścieżki dźwiękowe do filmów Federico Felliniego. To on jest zatem autorem muzyki takich dzieł, jak „Dolce Vita”, „La Strada” czy „Osiem i pół”. Do swoich kompozycji wykorzystywał motywy włoskiej muzyki ludowej, ale także inspiracje klasyką, zwłaszcza okresu baroku. Nino Rota współpracował również z innymi twórcami kina, z czego najbardziej znana i owocna okazała się kooperacja z Francisem Fordem Coppolą. Rota skomponował bowiem muzykę do dwóch części filmu „Ojciec chrzestny”, za co został odznaczony Oscarem w 1974 roku. 3. Angelo Badalamenti Angelo Badalamenti to czołowy kompozytor filmów Davida Lyncha. Stworzył ścieżki dźwiękowe do takich filmów, jak „Miasteczko Twin Peaks”, „Dzikość serca”, „Zagubiona autostrada” czy „Mulholland Drive”. Muzyka autorstwa Badalamantiego buduje mroczny i tajemniczy klimat tych horrorów. Ponadto kompozytor współpracował z innymi reżyserami, np. z Stevenem Spielbergiem czy Walterem Sallesem. 4. Michael Nyman Michael Nyman to jeden z najbardziej popularnych kompozytorów muzyki filmowej. Angielski artysta sławę zawdzięcza między innymi współpracy z reżyserem Peterem Greenawayem, np. przy filmie „Kucharz, złodziej, jego żona i kochanek”. Wybitne kompozycje stworzył również do takich, dzieł jak „Fortepian” Jane Campion, „Gattaca – szok przyszłości” Andrew Niccola czy „Totalna magia” Alice Hoffman. 5. John Williams John Williams to autor muzyki filmowej do blisko stu dzieł. Co więcej, aż pięciokrotnie otrzymał nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej. Odznaczenia otrzymał za filmy „Lista Schindlera”, „Szczęki”, „ „Gwiezdne wojny, część IV: Nowa nadzieja” i „Skrzypek na dachu”. Williams stworzył także muzykę do serii filmów Stevena Spielberga o Indianie Jonesie lub cyklu o Harrym Potterze. 6. Hans Zimmer Hans Zimmer, fot. Richard Yauss Hans Zimmer zdobył niesłychaną popularność na całym świecie. Niemiecki kompozytor filmowy słynie z tego, że łączy piękno muzyki poważnej z trendami współczesnymi, zwłaszcza muzyką elektroniczną czy komputerową. Do najwybitniejszych dzieł artysty należą kompozycje do filmów „Rain Man”, „Gladiator”, serii o Batmanie Christophera Nolana, „Incepcja” czy „Interstellar”. W 1995 roku Zimmer został nagrodzony Oscarem za muzykę do „Króla Lwa”, zaś rok później otrzymał Grammy za ścieżkę dźwiękową do dzieła „Karmazynowy przypływ” Tony’ego Scotta. 7. James Horner James Horner to amerykański kompozytor słynący z niezwykle lirycznych utworów do filmów. Wystarczy wspomnieć, że do jego sztandarowych dzieł należą „Braveheart. Waleczne serce” Mela Gibsona, „Titanic” Jamesa Camerona, „Wróg u bram” J. J. Annauda czy „Piękny umysł” Rona Howarda. W 1998 roku Hornera odznaczono Oscarami za muzykę do filmu „Titanic” oraz najlepszą oryginalną piosenkę filmową, czyli wykonywaną przez Celine Dion „My Heart Will Go On”. Horner zginął tragicznie w katastrofie lotniczej w 2015 roku. 8. John Barry John Barry to przedstawiciel pokolenia wielkich kompozytorów filmowych. Brytyjski artysta aż pięciokrotnie otrzymał statuetkę Oscara. Były to nagrody za filmy: „Elza z afrykańskiego buszu” (1966), „Lew w zimie” (1968), „Pożegnanie z Afryką” (1985) i „Tańczący z wilkami” (1990). Ponadto Barry zasłynął jako autor muzyki do serii dzieł o Jamesie Bondzie. 9. Jerry Goldsmith Jerry Goldsmith to amerykański kompozytor, znany szerszej publiczności jako twórca muzyki do cyklu filmów „Star Trek” i trzech części serii o Johnie Rambo. W 1978 roku Goldsmith został laureatem Nagrody Akademii Filmowej za ścieżkę dźwiękową do horroru „Omen”. Ponadto artysta stworzył warstwę muzyczną takich znanych filmów, jak „Chinatown” czy „Nagi instynkt”. 10. Howard Leslie Shore Howard Shore zasłynął przede wszystkim jako autor muzyki do cyklu filmów „Władca pierścieni”, nakręconych na podstawie powieści J. R. R. Tolkiena. To właśnie za te kompozycje twórca został trzykrotnie odznaczony Oscarem. Shore skomponował jednak muzykę również do innych znanych filmów, jak np. „Filadelfia”, „Siedem”, „Klient” czy „Milczenie owiec”. Udostępnij „Top 10 – kompozytorów muzyki filmowej” swoim znajomym. Są ludźmi do wynajęcia, bywają przyjaciółmi, ale i wrogami. Bors, Dziedzic, Kondracki – to producenci muzyczni wywindowali w ostatnich latach poziom polskiego popu. Wiadomo o nich niewiele, a przecież odpowiadają za najgłośniejsze albumy ostatnich lat. Niesłusznie sprowadzamy ich rolę do dbania o jakość dźwięku, podczas gdy dziś producent pracuje nad każdym elementem piosenki, dobiera zespół, podrzuca pomysły. – Kiedyś istniały takie funkcje jak kompozytor, aranżer i inżynier dźwięku, a dzisiaj to wszystko robimy my – tłumaczy Bartosz Dziedzic, bez którego nie byłoby ostatnich sukcesów Moniki Brodki i Artura Rojka. – Technologia nagrywania zrobiła się prostsza, więc nie trzeba już być specjalistą w tej dziedzinie. Jedna osoba robi wszystko, tym bardziej że coraz częściej cała kompozycja wisi na brzmieniu. Sam Dziedzic przyznaje, że anonimowość jest wpisana w zawód, który przypomina szycie na miarę. Klienci chcą być traktowani indywidualnie, a moda zmienia się bardzo szybko. – Czasy są takie, że co trzy lata następuje zmiana banana – dodaje. – Dziś jesteś królem parady, ale za chwilę nikt już nie będzie chciał cię słuchać. Niezbędna jest więc umiejętność zmiany. Wykonawcy o tym wiedzą, a my pomagamy im w tej metamorfozie. Szansą na nieprzeciętną dla tej profesji sławę zmarnował właśnie Marcin Bors. Najgłośniejszy producent ostatnich lat – współpracownik Katarzyny Nosowskiej, Krzyśka Zalewskiego czy Gaby Kulki – został zaproszony do bycia jurorem w telewizyjnym programie „SuperSTARcie”. Szybko jednak go opuścił, uznając, że zachowanie higieny w życiu prywatnym jest ważniejsze niż chwilowa sława. Nie oznacza to jednak, że pragnie pozostać anonimowy. – Na pewno nie chciałbym, żeby moja praca była przezroczysta – zastanawia się. – Z drugiej jednak strony, nie jest sztuką być utożsamianym z kilkoma patentami, które z dnia na dzień stają się coraz tańsze i tańsze. Wnikliwi słuchacze nie potrzebują jednak telewizora, by docenić dobrego producenta. Dziedzica kojarzą na przykład z kawalkadą bębnów i przetworzonym głosem Moniki Brodki, który sprawił, że refren „W pięciu smakach” grało każde radio. Bez Marcina Borsa „Kto tam? Kto jest w środku?” grupy Hey nie przełamywałby zapewne ten charakterystyczny, klubowy rytm (łączenie wpływów nowej fali z elektroniką to jeden z jego znaków firmowych). Dawid Podsiadło zaś pewnie i tak by się wybił, ale gdyby nie Bogdan Kondracki, napięcia w „Trójkątach i kwadratach” nie budowałyby delikatne cymbałki. Niełatwe związki W tym zawodzie kluczowe są nie tylko zdolności muzyczne i słuch, ale też rozwinięte zdolności interpersonalne. Pracujący nad nową płytą muzyk jest bowiem szczególną mieszanką nieufności, determinacji i emocjonalnego rozedrgania. To trzeba przełamać. – To jest kluczowa kwestia – przyznaje Bogdan Kondracki, producent debiutu Dawida Podsiadły, płyt Ani Dąbrowskiej czy Noviki. – Mnie bardzo pomogły cechy, które w normalnym życiu były udręką: nieśmiałość i mówienie w taki sposób, aby nikogo nie urazić. Artyści zaczęli przy mnie nabierać odwagi. A trzeba wziąć pod uwagę, że śpiewanie wiąże się z odsłanianiem siebie. Jeśli boisz się wystawić na pośmiewisko, to nie zaryzykujesz. Jeśli nie zaryzykujesz, to efekt będzie zachowawczy. Współpraca to nie tylko godziny spędzone w studiu, ale także wspólne obiady, słuchanie muzyki i rozmowy do białego rana. Niektórzy twierdzą, że zapewnienie dobrej atmosfery to podstawa tej pracy. Na tym opiera się sukces najbardziej dziś rozchwytywanego producenta Ricka Rubina, który z wysokości swej kanapy poznaje ze sobą muzyków, a później instruuje ich jedynie, co brzmi dobrze, a co trochę gorzej. Bywa, że brak więzi kończy taką kooperację. Kondracki przyznaje, że na obecnym etapie może sobie już na to pozwolić. Gdy widzi, że artysta nie liczy się z jego zdaniem, po prostu rezygnuje. Inaczej do sprawy podchodzi Dziedzic: – Gdy podejmowałem pracę z Moniką, byłem anonimowy – wspomina. – Ona w ogóle mi nie ufała. Nie było to dla mnie komfortowe, ale z drugiej strony mnie to nakręcało. Chciałem jej pokazać, że jednak jestem coś wart. Przy „Varsovie” Monika już mi ufała, co zaczęło mi przeszkadzać. Okazało się, że lubiłem tę jej nieufność. To, że mnie tak kontrolowała. Niezależnie od tego, czy to jest Artur Rojek czy Monika Brodka, czuję się, jakbym miał z nimi romans – dodaje Dziedzic. Nie są to związki łatwe, bo kłótnie i twórcze spory są ich nierozłączną częścią. Tej pracy towarzyszą duże emocje. Problem pojawia się też po nagraniu płyty, gdy trzeba wrócić do normalnego życia i poluzować kontakty. Na początku nie jest to takie łatwe. Z najchłodniejszą głową do swoich obowiązków podchodzi Bors, który jest wyznawcą szkoły Woody’ego Allena („w dniu, w którym kończy film, zaczyna następny”). Jego zdaniem to najlepszy sposób, by uniknąć typowego dla producentów „stresu poporodowego”. Jednak i on ma swoich ulubieńców i albumy, do których nie potrafi podejść bez sentymentu. Taką płytą jest dla niego debiut Krzyśka „Zalefa” Zalewskiego. Nic dziwnego – pracowali nad nim osiem lat. Gdy producenci próbują uśrednić czas spędzony z jednym artystą, okazuje się, że jest to mniej więcej 5–7 miesięcy. Nie ma tu jednak reguły. Czasem trzeba przyspieszyć, bo dopomina się wytwórnia, innym razem – odpuścić, bo artysta rusza w trasę. Radykalnym przykładem niekończącej się sesji była wspomniana płyta Zalewskiego. – Zrobiliśmy tyle piosenek, że zapełniliśmy osobny, terabajtowy dysk. Krzysztof bardzo się zmieniał przez te lata, wciąż szukaliśmy się nawzajem – wspomina Bors. – Dla mnie był to wymagający test na zachowanie świeżości i dystansu wobec czegoś, nad czym pracowałem przez prawie dekadę. Oczywiście nie brakuje zaskoczeń zupełnie odwrotnych. Ewenementem w tej kategorii jest „Comfort and Happiness” Dawida Podsiadły. Kondracki przyznaje, że ten chłopak całkowicie zburzył jego system pracy. Producent przygotowywał się do płyty, wiedząc, że to może być coś ważnego. Okazało się, że artysta wszedł do studia i po 13 dniach wszystko było gotowe. – Praca z Dawidem to marzenie każdego producenta, bo taki talent zdarza się raz na 10 lat – przyznaje Kondracki. – Byłem zachwycony jego możliwościami i nim samym jako człowiekiem. Zaskoczył mnie swoją dojrzałością. Ujął mnie też tym, jak serdecznie rozmawiał ze swoją mamą przez telefon, w jego wieku nieczęsto się to zdarza. Intuicyjnie przygotowywałem się do płyty w tym stylu od kilku lat, tylko nie miałem jej z kim zrobić. Kiedy ruszyliśmy do pracy, szło błyskawicznie. On nagrywał wokale, a ja nie miałem żadnych uwag. Debiut Podsiadły to także dowód na to, że w takim związku jest jeszcze ten trzeci – wytwórnia. To właśnie ona nalegała, by na płycie pojawiły się też piosenki po polsku. Początkowo był to więc pewien kompromis. Kondracki zaznacza, że była to jedyna uwaga ze strony wydawcy, który sam dostrzegł, że oto powstaje coś wyjątkowego. Dodaje też, że po premierze „Comfort and Happiness” zaczął dostawać znacznie więcej propozycji współpracy. Śmieje się jednak, że spotkanie z Dawidem tak go zdeprawowało, że przez pewien czas niełatwo było mu wejść do studia z kimś innym. Zmartwienia producentów W lawirowaniu pomiędzy oczekiwaniami artystów i ponagleniami wydawców przydają się własne doświadczenia muzyczne. Większość producentów sama grała w zespołach, co ciekawe, często odległych stylistycznie od ich dzisiejszych, studyjnych działań. – Ten rozdźwięk pachnie lekką schizofrenią, ale tylko pozornie – tłumaczy Kondracki. – W latach 90. zaczęło się dziać dużo dobrego w muzyce elektronicznej i popowej. Zadawałem sobie pytanie, czy chcę pozostawić po sobie tylko krzyk, skoro interesuje mnie bardzo różna muzyka. Impulsem do zmiany był koncert Kobonga, na który przyszło 15 osób. Nie ja zdecydowałem o rozwiązaniu zespołu, ale przyjąłem tę decyzję z ulgą, bo w pewnym sensie dotarliśmy do ściany. W ten sposób lider jednego z najciekawszych zespołów w historii polskiego metalu przeszedł na drugą stronę barykady. Najpierw szkolił się pod okiem Andrzeja Smolika, ale już za chwilę zaczął pracować na własne nazwisko. Gdy przystępował do nagrywania przełomowej w swojej producenckiej karierze „Samotności po zmierzchu”, debiutu Ani Dąbrowskiej, miał tylko jeden tani mikrofon, a wokalistka śpiewała w szafie. Marcin Bors jest multiinstrumentalistą. Zaznacza jednak, że sam zna wielu producentów, którzy nigdy zawodowo nie grali, a świetnie wykonują swoją pracę, bo mają genialną intuicję. Doświadczenia z instrumentem pomagają mu, gdy chce się podzielić z artystami swoją wizją. Dzięki temu nie tylko może precyzyjniej się wyrażać, ale także skrócić czas komunikacji. Co więcej, takie doświadczenie buduje wiarygodność i coś jeszcze. – Chodzi o wysłanie istotnego dla mnie przekazu: moje studio nagrań jest miejscem muzykowania, a nie salą operacyjną, na której pracuje ekspert w białym kitlu – tłumaczy. Muzyczny autorytet przydaje się także, gdy soliście trzeba dobrać zespół. Tym bardziej gdy wybór jest zaskakujący. Pracując nad płytą „Buty 2” Maryli Rodowicz, Bors zakontraktował muzyków freejazzowego trio Levity. Był tak przekonany do pomysłu, że uzależnił od tego swój udział w sesji. Miał rację – zaskoczyło, i po kilku tygodniach album był gotowy. Muzyków dobiera również Kondracki, który przyznaje, że czasem materia jest oporna. – Namówiony przez artystę, wziąłem do nagrań jego koncertowego perkusistę, by po kilku dniach w studiu zostać z nierówno nagranymi bębnami, niedostrojonymi do tonacji piosenek, do tego źle brzmiącymi. Całą operację musiałem powtórzyć, bo przecież nie wytłumaczę wytwórni, że to był kolega wokalisty i bardzo mu zależało, żeby wystąpił na płycie. Czasami wpływ na dobór muzyków to za mało. Michał Kupicz, który zajmuje się głównie nagrywaniem, śmieje się, że za każdym razem, gdy produkuje, ostatecznie ląduje na scenie jako członek zespołu. Tak było w przypadku grupy Indigo Tree, dla której został perkusistą. Producenci potrafią i chcą zmieniać artystów, z którymi współpracują. To zadanie stało się poniekąd dewizą Bartka Dziedzica. Jego kręcą pomysły w stylu zrobienia hiphopowej płyty Irenie Santor. – Mam taką filozofię, że wchodzę we współpracę tylko z tymi artystami, którzy mają problem – tłumaczy. – To mnie elektryzuje! W przypadku Artura i Moniki to było żyć albo rzyć. Bardzo wiele w ich karierze zależało od tego, czy teraz się uda. Dla mnie to jest o tyle ważne, że taki artysta maksymalnie się wówczas angażuje. Oczywiście sama chęć zmiany i trafienie na zawodowca nie oznacza, że praca pójdzie łatwo. W producenckich klawiaturach najbardziej wytarty jest klawisz „delete” („usuń”), a na swoich dyskach mają dziesiątki porzuconych pomysłów, szkiców i wprawek. Tylko Bors uważa, że najbardziej kreatywne są pierwsze dni, gdy na jego oczach rodzą się zręby płyty. Zdarza się, że po trzech dniach ma już połowę albumu. Takiego komfortu nie mają jego koledzy, którzy obierają inną drogę. Odmieniający muzyków Dziedzic twierdzi, że połowa jego pracy to robota głupiego: nagrywanie i wywalanie wszystkiego do kosza. Kiedyś go to stresowało, dziś wie, że tylko w ten sposób może nawiązać z artystą właściwy poziom zrozumienia. – W przeciwieństwie do innych praca artystyczna polega na tym, że w pewnym momencie robi się sama – wyjaśnia. – Mówią: „płot sam się nie pomaluje”, a tutaj któregoś dnia wstajesz i widzisz pomalowany płot. To jest taka robota. To dlatego singlowe utwory z płyty Artura Rojka, które trafiały później na szczyt Listy Przebojów Trójki, powstawały w jeden dzień. Fani przyjęli je świetnie. Dobrze oceniano też tegoroczną płytę „Safari” zespołu Pustki, którego członkowie wprost mówią, że Dziedzic jako producent ich uratował. Największym zmartwieniem producentów nie jest jednak zrobienie jednej dobrej płyty, ale utrzymywanie wysokiego poziomu. Do tego potrzeba świeżości, a z biegiem lat nie jest o nią tak łatwo. Na szczęście jest kilka sposobów, aby ją utrzymać: pracować z debiutantami, zmieniać stylistyki, a także unikać swoich dotychczasowych klientów. – Być może sam kręcę na siebie bat, ale jestem zdania, że nie należy pracować z producentem zbyt długo – przyznaje Kondracki. Czasem wymaga to od producentów asertywności, innym razem przychodzi to na szczęście dość łatwo. Jak zauważa Dziedzic, taka współpraca nie jest sielanką. – Nieczęsto się zdarza, że producenci po płycie lubią się z artystami. Zazwyczaj jest wojna.

najlepsi producenci muzyczni na świecie